Dla osób chorych na płuca mierzenie saturacji jest jednym ze stałych elementów oceny stanu swojego zdrowia. Gdy nasycenie krwi jest powyżej 95 czujemy się spokojni. Gdy jest 97-98, jesteśmy zachwyceni, jak spada w okolice 90 lub poniżej, mocno się martwimy.
Ale mieliście może kiedyś taką sytuację, że nasycenie krwi jest dobre, a nawet wysokie, powiedzmy 96-97, a ty macie nadal duszności? To jest niepojące i niezrozumiałe. Budzi lęk, a zatem pogarsza nasz stan. Spróbuję oświetlić tę dziwna sprawę.
Otóż pamiętajmy, że pulsoksymetr pokazuje nam tylko nasycenie krwi tlenem. Tylko tyle. Nie pokazuje nam w jakim stanie jest nasze krążenie i czy krwe dociera wszędzie, gdzie potrzebuje. Ale przede wszystkim Nie pokazuje nam ile tlenu został przyswojony przez komórki.
To, że tlen jest we krwi nie oznacz bowiem że jest on przyswojony przez kom orki.
Mamy duszność, czyli nasze ciałko migdałowate reaguje system zagrożenia życia. Dusze się, to na pierwotnym poziomie znaczy „muszę wziąć oddech, brak mi powietrza!”
Jeśli mam chorobę płuc, mogę „nie mieć miejsca w płucach” na wdech. Nie pozwala na to na przykład istniejąca rozedma. Albo astmatyczne ściśnięcie oskrzeli. Ale w takim razie, czemu saturacja jest taka pozytywna?
Najbardziej prawdopodobne jest to, że wobec aktualnego stanu naszego organizmu jesteśmy w hiperwentylacji.
Pierwsza rzecz, jaka należy zrobić w takim wypadku – jak mawiał mój mistrz Tai Chi Michale Gilman „gdy widzisz, że przeciwnik cie atakuje, pierwsza rzecz- odpręż się!” Duszność to jest nasz przeciwnik, a więc – odpręż się. Czego zdecydowanie nie należy robić? Wpadac w stan zmartwienia, dodatkowego napięcia i leku. A więc – odpręż się.
Teraz kierujesz całą swoją uważność na płuca.
Przez chwilę zapominasz o tym, że ci duszno, kierujesz całą swoja uwagę na bicie serca. Czy rytm jest przyspieszony, czy normalny.
Jak przyspieszony, mówisz mu, żeby się zwolnił. To zadziała!
Jeśli duszność była spowodowana skurczem oskrzeli, samo to już może dać ulgę.
Teraz robisz wdech i jak najdłuższy wydech. Nie dwa razy dłuższy, ale jak najdłuższy. Az poczujesz, ze wszystko z płuc zostało wyciśnięte. Potem znów wdech – i znów jak najdłuższy wydech. Możesz sprawdzać na sekundniku: wdech – potem wydech na 10 sekund. I znów wdech – i wydech na 15 sekund, znów wdech – i wydech tak dlugi jak dasz rade, a nawet jeszcze troszkę dłuższy.
W taki sposób oczyszczamy sobie płuca z zaległości, tworząc więcej meijsca na oddech , a również zwiększamy ilość dwutlenku węgla, ulatwijąc hemoglobinie oddawanie cząsteczek tlenu.
Czynisz tak przez minute, dwie. Potem oddychasz już spokojnie.
A potem idziesz na spokojny spacer, i po powrocie sprawdzasz saturacje.
Nie zdziw się, gdyby okazało się, ze spadła. Sprawdziłam empirycznie na sobie, że spadek saturacji bezpośrednio po wysiłku jest czymś normlanym. Mamy mniej tlenu we krwi, bo przeniósł się do naszych mięśni.



