Ta piękna z francuska brzmiąca nazwa jest określeniem na potrawę chińską, jaka zwyczajowo była spożywana w sytuacjach przeziębienia i ogólnego osłabienia. Poznałam ją dzięki mojej córce ( zapraszam, jeśli ktoś zna angielski: heavenandearthhealth.com ) i przesyłam wam swoja wypróbowaną wersję. Nie będzie dla was całkiem obca, bowiem w naszym rozumieniu jest to twórcze rozszerzenie tego, co moja babcia nazywała kleikiem.
Podstawą jest biały ryż gotowany bardzo długo, do którego dokładamy jedno lub dwa ziarna oraz dwa dodatki w zależności od tego, jaki chcemy uzyskać efekt zdrowotny.
Całość w ilości 1 szklanka gotuje się w dużej ilości wody, na małym ogniu, około 5-6 godzin.
Tak długie gotowanie zwiększa przyswajalność wszystkich składników i potrawa jest bardzo łatwo strawna.
Ja zrobiłam z następujących składników:
pół szklanki białego długoziarnistego ryżu, pół szklanki białej kaszy gryczanej. 2 grzybki shitake, 2 cm pokrojonego korzenia imbiru.
Grzybki shitake wzmacniają funkcję nerek, działają przeciwrakowo i ogólnie wzmaniają system odpornościowy. Własności imbiru są nam już znane: rozgrzewa od wewnątrz i również wzmacnia system odpornościowy.
Na koniec posypujemy całość szczypiorem, drobno pokrojonym imbirem marynowanym czy dowolnie wybranymi ziarnami i przyprawami. Ponieważ sama potrawa jest mdława, takie ostre dodatki znakomicie ja uzupełniają.
Szczypior, jaki najczęściej stosowany jest na zakończenie, z potrawą komponuje się znakomicie.
Polecam dla osób wycieńczonych w zastępstwie rosołku, jeśli nie możecie akurat zdobyć dobrej kury.
