Wczoraj nie mogłam się się ruszyć z domu, organizm leżał i ledwo dyszał. Sądzę, że to z powodu gwałtownego przejścia przyrody w stan aktywnego rozkwitu wiosny. Dziś temperatura 22 stopnie. Życie pozwoliło na wypad dopiero o 16,45, ale każda chwila w świecie żywej przyrody i żywego ruchu jest bezcenna. Zakupy w „Warusie” chciałam rano zrobić, naprawdę – ale niestety, kolejka długa przestępujacych z nogi na nogę, zestresowanych, przerażonych w większości, ludzi, odbiera mi apetyt na cokoliwek. Wyskoczyliśmy więc do naszego sklepiku NA ROGU. Grzecznie nie przez Kabaty, bo do lasu nie wolno, tylko od Powsina dołem, ulica Wczasową, zaglądając przez płot do pustego Ogrodu Botanicznego, i potem dopiero od Muchomora, stara traska przez tory kolejowe i ulice Wąską do Konstancina. Pogoda cudna! W powietrzu niezwykły, słodki zapach rozkwitających drzew, a słońce uśmiecha się do każdego skrawka ziemi. W sklepiku zakupy super przyjemne; nakupowałam ile się da, zamówiłam ciasta – spokój w duszy i bezpieczeństwo.
Gdybym była sama, wracałabym prosto przez las, ale nie byłam, więc ok, wróciliśmy ta samą drogą, tyle, że zaliczyliśmy jeszcze naszą krętą ścieżkę przy torach, tak dla sportu. Ostatecznie w kółkach 27 km. Jak na pierwszy dzień takiego skoku temperatury, jestem zadowolona.
