Lęk jest czymś, co powstaje niepostrzeżenie. Ani się obejrzymy, a już staje się naszą drugą naturą. Szczególnie w takich chorobach jak choroby płuc, kiedy lekarz mniej lub bardziej wyraźnie mówi nam, że będzie towarzyszyć nam już do końca życia. Taki komunikat, to bardzo poważny kod który zostaje zapisany głęboko w pamięci ciała.
Sama duszność nie jest niczym przyjemnym. Ale w momencie, gdy się pojawia, często razem z nią pojawia się również lęk. Trzeba odróżnić obie te sprawy – wbrew pozorom nie są one tym samym.
Lęk, który odczuwamy podczas duszności, jest dwojakiego rodzaju. Z jednej strony jest to lęk fizjologiczny, będący odpowiedzią ciała migdałowatego, które reaguje na sygnały z chemoreceptorów informujących o zwiększeniu poziomu dwutlenku węgla we krwi. Organizm odbiera to jako zagrożenie życia i wysyła komunikat: „duszę się”.
Z drugiej strony jest to lęk będący podświadomą antycypacją przyszłości. Boisz się, że aktualna duszność jest sygnałem, że będzie tylko gorzej. Pojawia się natychmiastowa potrzeba sięgnięcia po lek, a czasem nawet po tlen – i to przynosi chwilowe uspokojenie.
Inny rodzaj lęku, jaki tworzy się podczas choroby, to – paradoksalnie – lęk przed wyjściem na zewnątrz, lęk przed ruchem. Boję się wyjść, bo będę kaszleć. Bo będę słaby. Bo nie mam przy sobie tlenu. Bo przy wysiłku robi mi się duszno.
Pojawia się zatem lęk przed kaszlem, ponieważ uznajesz go za oznakę, że jesteś chory, a więc że dzieje się coś złego.
KASZEL
Spójrz na to tak: W każdej sytuacji – niezależnie od tego, czy kaszel jest spowodowany wirusem, bakteriami czy reakcją alergiczną – jest on oznaką, że płuca się oczyszczają i próbują usunąć z siebie coś niepotrzebnego lub szkodliwego.
Witajmy zatem kaszel z wdzięcznością.
Oczyszczanie się płuc jest stałym elementem naszej dolegliwości. Gdy wykonujemy ćwiczenia aktywizujące mięśnie oddechowe, robimy je również po to, aby w miarę możliwości oczyścić każdy zakątek płuc z zalegających w nim wydzielin i zanieczyszczeń.
UNIKAM WYSIŁKU, BO ŁAPIE MNIE DUSZNOŚĆ
Każdy narząd pracuje na tyle, na ile go wykorzystujemy.
Przy podejmowaniu wysiłku bardzo często poczucie duszności i braku tchu zwiększa się, gdy płuca nie są przyzwyczajone do pracy na danym poziomie obciążenia. Jeśli jednak z powodu lęku od razu rezygnujesz z aktywności, zmniejszasz zakres ich działania. A czy wówczas nie będziesz odczuwać duszności? Czy gdy nie podejmiesz wysiłku – nie wyjdziesz na spacer, nie wsiądziesz na rower, nie spróbujesz biegać – to nie będziesz już odczuwać duszności? Niestety będziesz ją odczuwać – i to przy coraz niższym poziomie aktywności.
Ale szczerze – czy to oznacza, że gdy się przełamiesz i podejmiesz wysiłek, od razu zrobi się łatwo? Również nie. Może być ciężko i możesz odczuwać duszności. Sprawdź jednak, co twój organizm jest w stanie zrobić. Bądź uważny, obserwuj. W razie potrzeby wspomóż się ventolinem czy innym zaleconym przez lekarza lekiem, naucz się oddychać podczas wysiłku, i wciąż sprawdzaj swoje możliwości.
Wysiłek zwiększa pojemność płuc, zmusza je do pracy i uczy organizm coraz lepszej gospodarki gazowej.
Po jednej z pierwszych moich spirometrii usłyszałam, że moje płuca pracują tylko w połowie ich zakresu. Czyli praktycznie tak, jakby tylko połowa była zdolna do pracy. Przyjęłam to do wiadomości, i tę połowę trenuję tak, aby utrzymać mój organizm w najlepszej możliwej kondycji. Nie będzie to kondycja osoby zdrowej, ale będzie najlepsza, na jaką stać mój organizm.
Nie ograniczaj wysiłku. Z uważnością słuchaj swoich płuc, wspomagaj je wtedy, gdy tego potrzebują, i ucz je pracować na najwyższych obrotach, na jakie są zdolne.
BOJĘ SIĘ DUSZNOŚCI
Pierwszy rodzaj lęku związany z dusznością jest czysto fizjologiczny. W skrócie – ciało migdałowate reaguje na poziom dwutlenku węgla w organizmie. Drugi rodzaj lęku to podświadome przewidywanie przyszłości: „ze mną jest coraz gorzej”.
Uczucie lęku wyrzuca sporo kortyzolu do organizmu, napina mięśnie, ściska nam klatkę piersiową i naczynia krwionośne, czyli nieźle przyczynia się do zwiększenia duszności.
Jeżeli oddzielisz tę zbędną emocję, pozostanie czysta duszność. A skoro jest duszność, to istnieje jakaś konkretna przyczyna, dla której nie możesz swobodnie złapać oddechu, lub łapiesz go w sposób niepełny.
Warto znaleźć taką przyczynę – i zadbać o nią. Czy to jest astmatyczny skurcz oskrzeli, czy zalegająca wydzielina utrudniająca wydech, czy zaburzona wymiana gazowa. Taką przyczynę trzeba poznać, a nad każdą można pracować tak, aby płuca funkcjonowały możliwie najlepiej na poziomie, który pozwala choroba. Istniejącej rozedmy nie da się wyleczyć. Można jednak, mimo jej obecności, osiągnąć całkiem dobrą kondycję i nadal cieszyć się życiem. 🙂
A czy „będzie tylko coraz gorzej”? No cóż, nikt z nas nie wie,ile życia nam pozostało, niezależnie czy tę chorobę nosimy w sobie, czy inną. Rzecz w tym, żeby tę cudowną część Istnienia, w której możemy jeszcze uczestniczyć, uczynić jak najlepszą. 🙂



